Tak tak, jestem zupełnie zakochana w muzyce lat 50', 60', 70', 80' i grungowej dekady lat 90'. Mogłabym godzinami pisać o tych zespołach, które tak uwielbiam. Za dźwięk gitar, za oryginalność, za wspaniałych perkusistów, niesamowite basy, niepowtarzalne wokale jak i wszystkie inne instrumenty i aranżacje. Brakuje mi tego świata rock'n'rolla, chciałabym poszaleć na Woodstocku patrząc na zahipnotyzowanego swoimi strunami Jimmy'ego Hendrixa.. Zobaczyć Beatlesów w czasach kiedy było ich jeszcze 4... Led Zeppelin, Aerosmith, The Beatles, Nirvana.. można wymieniać w nieskończoność. The Runaways z fenomenalną Joan Jett..
No właśnie, chyba dotąd ta notka dąży, do kobiet rockmanek, widzących czego chcą, z głowami pełnymi marzeń.
Utwór, który jak tylko go słyszę dodaje mi skrzydeł i zaczynam skakać i drę się w niebogłosy.. :P
A teraz osoba albo kochana, albo znienawidzona, jak dla mnie świetna rock'ówa, mam nadzieję, że będzie szła w tym kierunku dalej.